Blog wykorzystuje pliki Cookies w celu realizacji świadczonych usług.
~ Psychologia ~
Strach przed śmiercią
Środa, 26 marca 2014

Nasze wyobrażenie o śmierci zmieniało się na przełomie kolejnych wieków. Z lekcji polskiego kojarzymy motywy danse macabre czy eros- tanatos (miłość i śmierć). Niektórzy naukowcy uważają (wydaje się, że całkiem słusznie), że to co kiedyś całkiem nieźle zdołaliśmy „oswoić”, znów staje się tematem tabu, spychanym na obrzeża naszej świadomości. Obecna kultura zdrowia, wigoru, kontroli życia, możliwości snucia planów i kreowania rzeczywistości wypiera myśl o śmierci, która jest ostateczna, nieodwracalna, a co najważniejsze , raczej nie podlega naszej kontroli.

Badania pokazują, że Polacy faktycznie niezbyt często myślą o śmierci. Rozmyślanie nad ostatecznością to domena około 30% z nas.

Czy boimy się śmierci?

Ilu z nas boi się śmierci? Dane sugerują, że 30% społeczeństwa. Nie jest jednak tak, że ci ,którzy o śmierci myślą częściej, boją się jej bardziej. Okazuje się, że okazyjne, chwilowe i rzadkie przemyślenia mogą być przyczyną znacznie większego i paraliżującego strachu niż częstsze chwile zadumy i refleksji.

Badania pokazują, że śmierć wzbudza większy strach w ludziach młodych. Wraz z wiekiem oswajamy się z myślą, że wszystko ma swój koniec. Młodzi obawiają się, że ich życie skończy się nagle, boją się, że nie dożyją starości, a co za tym idzie nie zdążą zrealizować swoich planów. Starszym ludziom mimo wszystko towarzyszy dosyć przyjemna myśl, że zdołali przeżyć już wiele lat, być może towarzyszą im choroby i zwykłe zmęczenie, co może zdecydowanie zmniejszać lęk przed śmiercią.

Z biologicznego punktu widzenia nasze życie ma sens dopiero wtedy, kiedy zdołamy przekazać swoje geny potomstwu. Jedna z teorii głosi, że młodzi ludzie boją się końca swojego życia, ponieważ nie zdążyli wypełnić podstawowego zadania, które zleciła im biologiczna natura: posiadania dzieci.

Kiedy umieramy?

Przeprowadzono wiele ciekawych badań, które sugerowały, że większość dat śmierci wcale nie jest przypadkowa. Do dziś te ustalenia wzbudzają sporo kontrowersji. Niektóre analizy dat zgonów faktycznie potwierdzają, że ludzie częściej umierają po swoich urodzinach (tzw.birthday blues) czy ważnych kulturowo lub religijnie świętach (np. Bożego Narodzenia). W jaki sposób możemy wyjaśnić to zjawisko? Wiemy, że człowiek to nie tylko ciało, ale jedność psychiki i ciała. Już dawno udowodniono, że tok myślenia (głównie rozróżnienie na myślenie pozytywne i negatywne) może aktywnie wpływać na funkcjonowanie naszego organizmu. Możliwe, że chęć dożycia do ważnych uroczystości, jakiś granicznych dat jest tak silna, że rzeczywiście wpływa na nasze obiektywne funkcjonowanie.

Pan i Pani śmierć

Kelly, autor teorii konstruktów osobistych, uważał, że sposób posługiwania się językiem ma spory wpływ na to, w jaki sposób postrzegamy świat. Analizy dotyczące obrazów ukazujących śmierć przeprowadzone w Polsce i krajach Europejskich ujawniają, że to czy śmierć postrzegamy jako kobietę bądź mężczyznę jest związane z tak prozaicznym czynnikiem jaki jest rodzajnik w rodzimym języku. Po polsku mówimy „ta śmierć” (rodzaj żeński) i rzeczywiście w sztuce naszego kraju dominują przedstawienia śmierci jako kobiety. W Niemczech śmierć określamy słowem „der Tod”, przy czym der to rodzajnik męski. Możemy się łatwo domyślić, że śmierć u naszych zachodnich sąsiadów częściej kojarzy się z postacią mężczyzny.

Smutni i hojni

Większość z nas myśli o śmierci wprawiają w przygnębienie i nastrój zadumy, który staje się wręcz namacalny w okolicach 1 listopada. Z drugiej strony badania pokazują, że jesteśmy wtedy bardziej hojni i altruistyczni. Chętniej pomagamy (kto wie, co czeka nas po śmierci?) i wspomagamy instytucje charytatywne. Zbieranie funduszy na renowację cmentarzy w dzień zaduszny jest więc całkiem dobrym pomysłem, nie tylko ze względu na tłumy ludzi między grobami, ale także ich większą podatność na zachowania empatyczne.

Sposoby „walki” ze śmiercią

Próby tzw. „niemyślenia o czymś” to zdecydowanie najgorszy sposób na to, żeby o czymś zapomnieć. Słynne badania Wegnera pokazały, że aktywne próby kontrolowania przemyśleń zazwyczaj kończą się niepowodzeniem, a samo zjawisko nazwał „paradoksalnymi efektami kontroli umysłowej”. Gdy ktoś ci poleci, żebyś nie skupiał się na białych niedźwiedziach, okaże się, że akurat (jak na złość!) po tej informacji białe niedźwiedzie gromadnie chadzają w twojej głowie.

Innym sposobem „walki ze śmiercią” jest unikanie sposobności do obcowania z tematem. Z punktu widzenia marketingu publikowanie tego posta na blogu jest marnym pomysłem. Pewnie większość zerknie na tytuł artykułu, a następnie ominie go szerokim łukiem i ostatecznie zajmie się czymś bardziej „przyziemnym”.

Kolejna metoda to tzw. praktyczne oswajanie śmierci. Popularne zabawy w trupa, trupie czaszki jako całkiem modny atrybut na szalikach, portfelach czy bluzach, i w końcu niezbyt lubiane przez Polaków „Halloween”.

Oczywiście możemy także śmierć idealizować. Używać utartych sloganów „wyzionął ducha”. Nieobca jest też skrajna sakralizacja. Żołnierz, który umiera na wojnie nie jest zwykłym człowiekiem, ale bohaterskim obrońcą swojego kraju.

„Oswajać” tabu

Jak wytłumaczyć dzieciom czym jest śmierć? Jeśli sami mamy w nawyku unikanie takich tematów, opowiadanie o tym komuś innemu, zwłaszcza ciekawskim maluchom, nie musi być wcale proste. Możemy sobie pomóc, np. wybierając odpowiednią książeczkę i wzajemnie wyjaśniając sobie jej treść. Nie od dziś wiadomo, że pisarze i poeci to nieźli psychologowie. Opisywanie rzeczywistości nie idzie im gorzej niż najlepszym naukowcom.

Chyba najpopularniejsza książka o śmierci, w dodatku  poruszająca  problem choroby małego dziecka – „Oskar i pani Róża” Erica Emmanuela Schmitta.

Ostatnio było o niej dość głośno, w związku z premierą filmu. Mimo to gości na półkach księgarni już od paru lat. Historię opowiada śmierć, całkiem ludzka i uczuciowa postać. Pokazuje nam szczęśliwe życie jednej dziewczynki, a w tle toczącą się wojnę. Autor Markus Zusak próbuje walczy z piętnem odpowiedzialności za zbrodnie wojenne  swojego kraju i pokazuje nam, że świat (zwłaszcza ten krwawy, dwudziestowieczny) wcale nie jest czarno-biały – „Złodziejka książek” Markusa Zusaka.

Historia rodziny, zwłaszcza córki i matki, która nie potrafi poradzić sobie z chorobą i nieuchronną śmiercią własnego dziecka. Kobieta  posuwa się do drastycznych rozwiązań, zdecydowanie moralnie wątpliwych – „Bez mojej zgody” Jodi Picoult.

Źródło informacji:

„Udręka życia. Jak ludzie radzą sobie z lękiem przed śmiercią” Łukaszewskiego

Źródło grafiki strony głównej:

Dołącz do dyskusji
1 komentarz
  1. 29 marca 2014 o 20:32
    Myślę, że powtórne tabuizowanie tematu śmierci ma tez związek z sekularyzacją życia publicznego. Pomijając wszystkie za i przeciw oraz wiarygodność poglądów religijnych i niereligijnych, jednak inaczej myśli się i mówi o czymś, co oznacza "przejście na drugą stronę" - jeszcze najlepiej do raju, niż o czymś co oznacza po prostu rozkład ciała kilka metrów pod ziemią i brak ciekawszej perspektywy;) Poza tym, ciekawe to info na temat dat umierania. Kolejny dowód na to, jak duży wpływ może mieć psychika za zdrowie.
Komentarz *